La Gomera – zapomniany, kanaryjski raj

Zielona alternatywa

Gdy kolarze lecą na Wyspy Kanaryjskie, wybierają najczęściej La Palmę lub Teneryfę. Tymczasem sąsiednia La Gomera jest prawdziwym, acz nieco zapomnianym rajem. Tu drogi prowadzą przez dziwaczne krajobrazy tarasowe, krasowe góry i soczyście zielone doliny. Przynajmniej dwa dni Jonay spędził w wodzie, borykając się ze wzburzonym Atlantykiem między Teneryfą a La Gomerą. Za jedyne oparcie miał nadmuchane jelito świńskie i… miłość do Gary. Musiał się z nią potajemnie spotkać. Jako biedny jak mysz kościelna syn chłopa nie miał prawa spotykać się z córką króla Gomery. Jonay wyszedł cało z przeprawy przez fale Atlantyku, mówi dawna kanaryjska przypowieść. Historia miłosna miała jednak dramatyczny koniec… Do dziś najwygodniejszym sposobem dotarcia na prawie najmniejszą z Wysp Kanaryjskich jest przeprawa drogą morską. Najlepiej przypłynąć promem z Teneryfy. Potrzebne jest jedynie 40 min, by z wrzawy Teneryfy przedostać się do oazy spokoju – La Gomery, ogrodu palmowego Wysp Kanaryjskich. Wyspa sterczy z morza jak okrągły bastion skalny. Pionowo do góry, między wąwozami i grzebieniami skał, pną się pola tarasowe i giną gdzieś w pasatowych chmurach. Między nimi białe kostki domów. Palmy kołyszą się na wietrze. Już w trakcie jazdy samochodem do Valle Gran Rey na zachodnim wybrzeżu jedno staje się jasne – nie jest to rejon dla przypadkowych kolarzy-amatorów. Niezliczone asfaltowe serpentyny wiją się w górę ścian skalnych, aby po drugiej stronie opadać znów serpentynami w dół, aż do podnóża następnej ściany. Trzeci bieg, drugi bieg, pierwszy, drugi bieg – silniki samochodów z wypożyczalni muszą na niektórych wzniesieniach ciężko walczyć. Tereny obok szosy też nie obiecują spacerowej przejażdżki na rowerze. Już w trakcie jazdy samochodem do Valle Gran Rey na zachodnim wybrzeżu jedno staje się jasne – nie jest to rejon dla przypadkowych kolarzy-amatorów. Niezliczone asfaltowe serpentyny wiją się w górę ścian skalnych, aby po drugiej stronie opadać znów serpentynami w dół, aż do podnóża następnej ściany. Trzeci bieg, drugi bieg, pierwszy, drugi bieg – silniki samochodów z wypożyczalni muszą na niektórych wzniesieniach ciężko walczyć. Tereny obok szosy też nie obiecują spacerowej przejażdżki na rowerze. Ten trudny do przebycia trakt już w przeszłości chronił La Gomerę przed nieproszonymi gośćmi. Wyspa była zawsze trudniejsza do zdobycia niż jej siostry. Piraci łamali sobie zęby na Gomerze. Nawet Hiszpanie potrzebowali wielu krwawych prób, zanim pokonali opór tej pełnej szczelin skalnych wysepki i ostatecznie, w 1488, zatknęli na niej swoją flagę. Flaga stacji rowerowej łopocze już ponad dziesięć lat w Valle Gran Rey i była pierwszą na Wyspach Kanaryjskich. Mimo tego najwięcej kolarzy ciągnie na La Palmę, Teneryfę i Gran Canarię. Mimo – i co do tego zgodni są wszyscy przewodnicy – że La Gomera jest wyspą najpiękniejszą i najbardziej urozmaiconą pod względem krajobrazów na najmniejszej powierzchni. „Wyspa ta to nie rejon dla początkujących” – mówi Michael Leibl, który ostatnio opublikował przewodnik dla kolarzy po Zachodnich Wyspach Kanaryjskich. Teren pełen jest rozpadlin. Były kierownik stacji rowerowej spędził lata na La Gomerze i pokonywał na brzegach dolin i grzbietach gór wciąż nowe, bardzo wymagające trasy i ścieżki. Typowe „caminos”, grubo brukowane ścieżki z naturalnego kamienia, mają w sobie coś szczególnego. Z góry wyboista trasa, pod górę droga, którą pokonać może tylko kozica. Wąskie drogi i ścieżki są częściowo porośnięte, kamienne. Mają też spadki jak w diabelskiej kolejce lunaparku. Ciąg dalszy w numerze 3(13)/2004

top 3

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej
comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach