Niebiańskie ścieżki i drogi cierpienia

Woły zamiast traktorów, kamienne mury zamiast betonu – w cichych górach północnej Hiszpanii czas kiedyś się zatrzymał. Jednak raz w roku, gdy Vuelta czci swoich bohaterów, przełęcze Asturii przemieniają się w scenę licznych dramatów.

„W Asturii każda droga prowadzi do innego snu”

Ta złota myśl hiszpańskiego filozofa dotyczy w pewien sposób również 22 września 2002, deszczowej niedzieli, ciemnej i szarej. Ciężkie jak ołów chmury ciążyły nad szczytami Gór Kantabryjskich, drogi ginęły w nicości. Nawet psa nie wypuściłoby się w taką pogodę z domu, a już z pewnością nie w tak niegościnne góry. Wyczynowych kolarzy na 15. odcinku Vuelta a Espana nikt jednak nie pytał o zdanie, musieli wykonać swoją robotę. Termometr w rejonie celu, na szczycie Alto Angliru, wskazywał 8°C powyżej zera. W nagłówkach hiszpańskich gazet następnego poranka czytano: „To jest piekło”. A Angliru leży piekielnie blisko nieba – długość podjazdu 13 km, stromizna do 23,6%. Sam Roberto Heras, jeden z najlepszych na świecie wspinaczy, na końcowe wzniesienie kazał zamontować z przodu potrójną korbę. Inni kolarze próbowali z trybami o 30 zębach na tylnych kołach. Prawie nikt nie zna tej góry, nie jest ona zanotowana na żadnej mapie, po prostu fantom. Dopiero przed kilkoma laty droga, którą pędzono bydło, została specjalnie do celów Vuelty wyasfaltowana. Cóż to za kraj, w którym niektóre drogi są niemal tak strome jak schody? Gdzie tak znakomici specjaliści od gór jak JosŽ Luis Rubiera czują się jak w domu, a wielu zawodowców na regionalnych przejażdżkach zyskuje formę do Giro i Tour? „Asturia jest hiszpańską prowincją na krańcach Europy i Afryki. Kraj ten okalają prawie całkiem góry i łańcuchy górskie, a ci, którzy tu żyją, są w porównaniu z mieszkańcami innych części Hiszpanii bardziej przyjaźni i o cierpliwych sercach” – tę opinię sformułował już w 1494 r. anonimowy kronikarz. Tam, gdzie drapieżne morze Biskajskie rozbija się o Półwysep Iberyjski, leży hiszpański kraj Sangrii i malarzy mówiących po niemiecku. Zielona, autentyczna i poczciwa Hiszpania. Jeden z ostatnich bastionów, gdzie człowiek i natura pozwalają sobie jeszcze żyć w znacznej mierze własnym rytmem. W głębi Asturii są jeszcze dzikie ostępy, w których żyją wilki, sępy i niedźwiedzie; jedna trzecia powierzchni kraju jest parkiem narodowym. Również były zawodowy kolarz, Enrique Aja, może dziś na nowo rozkoszować się czarem swojej ojczyzny. „W rozwoju wydarzeń wyścigu przygoda z naturą odgrywa niestety podrzędną rolę” – opowiada Hiszpan podczas rundy treningowej przez Mirador del Fito. Enrique Aja zabierał się ośmiokrotnie do Vuelta, sześciokrotnie do Tour de France. We wczesnych latach 80. należał do legendarnego Reynolds-Team z Arroyą, Delgado i Indur‡inem. Później jeździł razem z Dietzem w Teka. W porównaniu z brutalnym Angliru Fito jest prawdzie jedynie pagórkiem, szuflą piachu, ale to właśnie te 600 m wysokości dwukrotnie decydowały o losie byłego kolegi Enrique Ajasa – Miguela Inddur‡ina. Gdy Aja kręcił przez soczysto zielony rejon wybrzeża, przypominał sobie o etapie z 1985 r., pierwszego roku zawodowego w Big Mig. „Właśnie tutaj, na bardziej płaskiej części, wszyscy kolarze bardzo się denerwowali. Każdy chciał zabrać się za wzniesienie na początku peletonu. Wymagana była pełna koncentracja”. Nie wolno było trwonić ani jednego spojrzenia na pianę kipieli Atlantyku, która promieniała biało między skalnymi zatokami. Żadnego spojrzenia na Asturcony, tamtejsze półdzikie konie, które przemierzają mały rezerwat natury na Sierra del Sueve. Również ogromne sępy na swoich lotach patrolowych wzdłuż krasowych ścian pozostają nieodkryte przez peleton. Pędzi się przez wioski, które rzadko kiedy składają się z więcej niż kilku zagród, często bronionych przez ujadające psy. Między nimi rozsiane są typowe dla tego krajobrazu Hórreros, kwadratowe drewniane chaty na szczudłach. Służyły one wcześniej jako spichlerze owoców i zboża. Szczudła z leżącymi między nimi krążkami kamieni miały udaremniać zniszczenie zbiorów przez wygłodniałe szkodniki. „Najpóźniej nogi zaczynają tu śpiewać” – przypomina sobie były zawodowiec Aja o swoim życiu podczas Vuelta. Tak mawiają hiszpańscy kolarze, gdy pedałowanie staje się ciężkie. Ale wówczas większość osiągała już niemal wierzchołek. Widok na górze jest imponujący: na północy pieniący się ocean, na zachodzie plantacje jabłek, które dostarczają surowiec na Sidrę, asturyjskie wino jabłkowe; na wschodzie Picos de Europa wyciągają swe skaliste turnie w niebieskie niebo. Z dolin wyparowują ostatnie resztki mgły chłodnego poranka. Dodajmy, że całkiem bezchmurnie jest na północy Hiszpanii nadzwyczaj rzadko. Często pogoda Biskaya przepycha chmury przez Góry Kantabryjskie, rozładowuje się również przesyłka z deszczem. Wygląda to raczej, jakby góry Asturii zasłaniały się od czasu do czasu celowo, aby nie narażać swego surowego uroku. Oniemieć można dopiero, gdy kurtyna przesuwa się na bok i promienie słońca wędrują w gigantycznym amfiteatrze przez wzgórza. Ale zarówno wtedy, jak i dziś, kolarze nie miewają czasu na wielkie marzenia. Filozofia zwie się „natarcie”, również w 1985. Szybkie wetknięcie gazety pod koszulkę i już sfora odpoczywa przed następną górą. Na wyboistym zjeździe wydarzyła się katastrofa, a w samym środku młody Indur‡in. Ciężką diagnozę, złamanie ręki, stawia lekarz dopiero na mecie. Ponieważ już na jego pierwszej Vuelcie objawia się żelazna wola przyszłego championa, kończy etap i ciężki podjazd końcowy do Logos de Covadonga, z jedną tylko ręką na kierownicy. Dopiero później się poddaje. To niewiarygodne, ale 11 lat później, na wyścigu Vuelta w 1996, ów pięciokrotny zwycięzca Tour de France znów na etapie przez niepozorne Fito zsiadł wycieńczony z roweru i zakończył karierę. Na zjeździe do Arriondas Enrique Aja pokazuje, że niczego nie zapomniał. Tnie każdy zakręt z prędkością 50-60 km/h, optymalnym promieniem. Pewien zawodowiec w przeciwieństwie do Indur‡ina święcił w asturyjskich górach jeden ze swoich największych sukcesów. Dobre, a właściwie znakomite nogi miał Reimund Dietzen 29 kwietnia 1984. Chętnie przypomina sobie „El Rubio”, jak nazwali go z powodu rudoblond włosów hiszpańscy fani, swoje zwycięstwo nad jeziorem Cavadonga: „Delgado miał kiepski dzień, a z przodu czatowali Fernandes i Caritoux. Nikt tak naprawdę nie zwracał na mnie uwagi, wtedy przykręciłem i wygrałem”. Jeszcze dzisiaj ów Niemiec, który ośmiokrotnie ukończył Vueltę, w tym dwukrotnie jako drugi i raz jako trzeci, czuje się świetnie w Hiszpanii. Dietzen spędza większą część roku w pobliżu Tarragony, gdzie prowadzi ośrodek wakacyjny.

Wzniesienie

do Lagos de Cavadonga jest często porównywane z Alpe d’Huez. Gdy patrzy się na profil, porównanie jest widoczne na długości niecałych 14 km. Oczywiście również to, że oba zaliczają się od dawna do klasycznych górskich miejsc, w które przyjeżdżają kolarze. W dyscyplinie „Panorama jak z pocztówek” hiszpańska część wspinaczkowa plasuje się na pierwszym miejscu. Począwszy od dojazdu przez wspaniałą skalną dolinę, na której końcu bazylika Cavadongi ze swymi dwiema wieżami przypomina o początkach państwa hiszpańskiego. Tam, w grocie skalnej, ukrył się Wizygot Don Pelayo ze swą drużyną przed Arabami, którzy w 711 r. podbili i zislamizowali Hiszpanię. W 722 Don Pelayo wygrał wraz z Asturyjczykami legendardną bitwę pod Cavadonga i ogłosił tym samym ponowne przejście Hiszpanii na chrześcijaństwo – tzw. rekonkwistę. W spokoju miejscem pielgrzymek można się rozkoszować jednak tylko poza sezonem. Poniżej potężnej katedry warto od razu rozpocząć sprint. Asfaltowa nitka kręci się w górę do wysokich na 2600 m Picos de Europa. Tak ochrzcili te góry w średniowieczu marynarze. Strome ostrza skalne były pierwszymi widocznymi fragmentami lądu, które pojawiały się po długim rejsie na morzu. Zanim uliczka osiągnie górskie jeziora Lago Enol i Lago Ercina, będące stałym punktem programu Vuelty, można na górze napotkać jedynie kilku tubylczych pasterzy z krowami. Punkty widokowe na trasie zaliczają się do najpiękniejszych, które są osiągalne na rowerze wyścigowym. I podczas gdy Alpe d’Huez zbliża się do szpetnego miasta trabantów, droga Cavadonga kończy się idyllą. Ten, kto w przejrzysty wiosenny poranek odkryje dla siebie oba błyszczące jeziora, odkryje, dlaczego krajobraz Asturii inspirował wielu podróżników i filozofów do tylu niezwykłych opisów. Nawet wzniesienie do Angliru prezentuje się w ładne dni raczej jak „Stairway to Heaven” niż jak „Highway to Hell”. Jak niedostępny mur sterczy masyw Gamonal z kotliny miasta Oviedo. Z wysokiego na 1 500 m skrzydła rozchodzi się widok na zieloną szachownicę łąk i lasów. Każde wzniesienie na Angliru ma nazwę: najbardziej strome nazywa się Cuena las Carbes. Jak wyrzutnia rakiet ulica wbija się w niebo. Ile to jest właściwie 23,6%? Fernando Escartin, szczupły wspinacz, który kocha góry, musiał tu już raz zsiąść z roweru podczas treningu. „Problem w tym” – komentował tę hańbę z konsternacją – „że jeśli na wzniesieniu pozostaje się w siodełku, przednie koło podnosi się wysoko. Jeśli się wstaje z siodełka, obsuwa się tylne koło”. 22 września 2002 długie opady deszczu przemieniły drogę w ślizgawkę, a trudności stały się nie do wytrzymania. Motocykliści upadali, pojazdy towarzyszące zawisały w powietrzu, silniki się dławiły. Wydarzenia i nastroje reporterów zmieniały się. Czołowy zawodnik, Roberto Heras, wynurzył się jak zjawa z mgły. Dawno wybrał ten najlżejszy z biegów: z przodu 30, z tyłu 25 zębów. Wciąż płynnie jak maszyna do szycia gnają żylaste nogi na karbonowym rowerze w górę. Widzowie, opatuleni jak zjawy, zagrzewają go do boju. Wtedy welon mgły zaczyna krztusić Hiszpana. Tego dnia jednak asturyjska góra staje się górą przeznaczenia: Oscar Sevilla traci swą koszulkę lidera, a tym samym przegrywa Vueltę 2002. Mimo to Asturia pozostaje rajem dla kolarzy.

Informacje

Usytuowanie Prowincja Asturia leży na północnym wybrzeżu Hiszpanii, między Kantabrią na wschodzie i Galicją na zachodzie. Granica na północy przebiega głównym grzbietem Gór Kantabryjskich. Stolica Oviedo (190 000 mieszkańców) leży prawie w geograficznym środku. Miasto portowe Gijón (260 000 mieszkańców) jest największym w rejonie. Najlepszy czas na podróż Costa Verde (Zielone Wybrzeże) – tak zwany jest ów rejon przy Atlantyku. Niezawodny znak, że czasami lubi tu spaść deszcz. Najczęściej głębokie kliny przewiewane są dalej. Nieznośne upały, takie jak w południowej Hiszpanii, zdarzają się tu rzadko. Na przełęczach i w górach może być rześko. Długie rękawy i kurtkę wiatro- i deszczoodporną warto mieć zawsze w kieszeni koszulki. Idealne dla kolarzy są miesiące poza sezonem – maj, czerwiec i wrzesień. Wtedy drogi są puste a powietrze przejrzyste. Mało nadaje się okres hiszpańskich wakacji od połowy lipca do końca sierpnia. RADA: Jeśli znajdziemy się w dłużej trwającym niżu, należy pamiętać, że za górami Kantabryjskimi jest najczęściej ładna pogoda. Charakterystyka wycieczek Jako punkt wyjściowy dla wycieczek świetnie nadaje się wiejski region na wschodzie Asturii, w okolicach miejscowości Arriondas, Cangas de Onis czy Ribadesella, pięknego miasteczka na wybrzeżu. W okolicy Oviedo i Gijón jest spory ruch. Kolarzom w Asturii nie wolno się zrażać ani wysokościami, ani stanem dróg. Wysokości przełęczy są dość niewielkie w porównaniu z alpejskimi. Jednak uwaga, podjazdy zaczynają się często na poziomie morza. Ten, kto podejmie wyzwanie, na bocznych dróżkach w głębi kraju zostanie nagrodzony jedynymi w swoim rodzaju widokami. Ale uwaga, góry wypędzają często krowy, kozy i owce na drogi. Nie wszystkie przełęcze oznaczone są na mapach. Oznaczenia są też niejednolite. Wyżywienie: Pełen przygód bar znajduje się wprawdzie prawie w każdej wiosce, rzadko jednak można w nich dostać coś więcej niż kawę i dobre ciasto. Prowiant i napoje warto wziąć z sobą. Źródła w górach krasowych są rzadkie. Wskazówka: Ten, kto chce spróbować podjazdów, powinien założyć z tyłu tryb o przynajmniej 29 lub 30 zębach (przy korbie z dwiema zębatkami). Lepsza jest kombinacja z 30 zębami z przodu i 27 z tyłu. Na innych podjazdach wystarcza zwykła, przydatna w innych górach gradacja. Dojazd Samochód – Droga 1. przez Paryż – Bordeaux – Bayonne – San Sebastian – Bilbao – Santander – Oviedo (prawie ciągle autostrada). Droga 2. Przez Zurych – Genf – Lyon – Clermont Ferrand – Bordeaux, a następnie jak drogą nr 1 (100 km drogi krajowej między Clermont Ferrand i Bordeaux). Opłaty na autostradach: ok. 70 euro (zwykła, bez winiety szwajcarskiej). Ceny benzyny są w Hiszpanii korzystne. Samolot: bezpośrednie loty (Iberia lub SpainAir) z niemieckich (tam tanimi liniami z Polski) lotnisk do Oviedo kosztują około 200 euro. Port lotniczy znajduje się na wybrzeżu koło Aviles, 40 km na północ od Oviedo. Wypożyczenie samochodu z lotniska: od 175 euro na tydzień. Język Podstawowa znajomość języka hiszpańskiego jest ważna. Tylko z młodymi Hiszpanami można się czasami porozumieć po angielsku.

Alternatywy dla rowerzystów

Kąpiel: w zatokach stromego wybrzeża są polożone dzikie i romantyczne plaże: Playa de Vega (kilka kilometrów na zachód od Ribadesella) lub Playa Gulpiyuri (między Ribadesella i Llanes), oryginalny zbiornik wodny zasilany podziemnie w wodę morską. Atlantyk osiąga dopiero od lipca temperaturę dobrą do kąpieli. Na wybrzeżu galicyjskim Asturia nie była prawie wcale dotknięta katastrofami związanymi z wyciekami oleju. Wszystkie zakazy kąpieli zostały odwołane. Wędrówki piesze: Szczególnie godną polecenia jest wycieczka do wąwozu Ceresw Picos de Europa, gdzie na stromych ścianach skalnych zakładają swe gniazda sępy. Dojazd z Ribadesella przez Cangas i Arenas de Carbales do Poncebos (około 60 km).

Nocleg

Zasadniczo polecić można tak zwane Posadas lub hotele Rular, najczęściej małe pensjonaty willowe ze śniadaniem. Nawet w sezonie można przyjechać bez zagrożenia napotkania tłumów turystów. Ribadesella: Hotel El Carmen, El Carmen, tel. 0034/98/586 12 89, faks: 0034/98/586 12 48 (www.hotelcarmen.com), urządzony całkowicie w antycznych meblach dom noclegowy; 3,5 km poza miastem; piękny ogród. Jak na hiszpańskie zwyczaje częste zmiany śniadania (5 euro) z domowymi składnikami. Dwuosobowy pokój od 52 euro. Hotel Casa de Paloma Castillo, Ricardo Cangas 9, tel./fax 0034/98/586 08 63. Stylowo urządzona willa była na początku lat 20. własnością asturyjskiej rodziny szlacheckiej. Piękna, długa plaża, obfite śniadania (6 euro). Dwuosobowy pokój od 54 euro. Arriondas: Hotel Posada del Valle, 33549 Collia, tel. 0034/98/584 11 57, fax: 0034/98/584 15 59 (www.posadadelvalle.com). Odnowiony dworek z XIX w., malowniczo położony w górach z widokiem na Picos de Europa. Dwuosobowy pokój od 52 euro. Śniadanie: 6 euro. Camping: duży wybór miejsc w każdej kategorii. Większość jest jednak otwarta dopiero na początku lub w połowie czerwca. Otwarty przez cały rok camping znajduje się w Barro, wiosce między Llanes i Ribadesella.

Jedzenie i picie

Ryby, wołowina i dużo warzyw – tak w kilku słowach można opisać miejscową kuchnię. Najbardziej typowym asturyjskim daniem jest fabada, danie jednogarnkowe z fasoli z dodatkiem ostrej kiełbaski (chorizo); serwowane w porze obiadowej, spożywane tradycyjnie między godziną 14 a 16. Ogólnie czas posiłków jest dostosowany do przyzwyczajeń środkowoeuropejskich: śniadanie rzadko można dostać przed 8.30, kolacja nie pojawia się na stole po 21.00. Entuzjaści serów będą się w Asturii świetnie czuli. Najbardziej znany spośród ponad 30 gatunków cabrales, pikantny ser pleśniowy. Chętnie pita bywa sidra, asturyjskie wino jabłkowe.

Restauracje

Ribadesella: Restaurante la Havertona (polecane gourmet). Skręcić po zachodniej stronie mostu, przejść Piekło Tito Bustillo, potem jeszcze kilometr do miejscowości Hvertona. Serwowana jest kuchnia tradycyjna i nowoczesna. Restaurante La Parilla, Palacio Valdez 33 – polecana kuchnia krajowa, wygląda na pierwszy rzut oka na zaniedbaną. Słaby punkt: ryby i owoce morza.

Serwis rowerowy

Deportes Sobrino, Ctra. General, 33594 Posada de Llanes; przy drodze wyjazdowej w kierunku Picos de Europa. W sklepiku byłego profesjonalisty Antonio Sobrino oprócz części zamiennych można podziwiać także trofea i zdjęcia z jego kariery oraz historie z czasów, gdy Hiszpan ścigał się na etapach Vuelty w 1980 r. z takimi legendami, jak Sean Kelly czy Roberto Visentini. Dodatkowo informacje o organizacji imprez rowerowych, takich, jak np. Cavadonga-Classics w czerwcu. Informacje www.hiszpania-online.com www.celtrail.com/europe/asturias www.tourspain.es Na miejscu: Sociedad Regional de Turismo, tel. 0034/902/30 02 02, www.infoasturias.com

top 3

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej
comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach