Podróż w czasie

Jak to było, gdy rowery wyścigowe nie miały jeszcze dwudziestu biegów? Gdy koszulki były wełniane, a trasy wyścigów szosowych prowadziły po żwirowych drogach? Podczas L’Eroica, maratonu kolarskiego historycznych szosówek, w znanym z winnic włoskim regionie Chianti można tego doświadczyć. Tylko czterech kilometrów brakuje Luigiemu Chionsini do mety w Gaiole, malowniczej miejscowości winiarskiej na północ od Sieny. Ostatni krótki podjazd i 68-latek będzie musiał stoczyć się w dół. Jeszcze raz wrzuca pierwszy bieg swojej kolarzówki-starocia, marka Gloria, rok produkcji 1954. Nagle trzasnęło! Przerzutka tylna wpadła w tylne koło i wyrwała kilka szprych. Drewniana felga niemal eksplodowała. Przy bliższym przyjrzeniu okazuje się, że hak przerzutki oderwał się od ramy, uszkodzenie całkowite. „Porca miseria” – zaklął Chionsini i walczył ze łzami… W końcu wściekły kolarz zarzucił kupę złomu na ramię i na piechotę ruszył w kierunku mety. Złe fatum dopadło Signore Chionsini u kresu „L’Eroica”, nie największego, lecz z pewnością najbardziej fotogenicznego maratonu kolarskiego w Europie. Kto pojawia się tutaj na linii startu z nowoczesną kolarzówką high-tech, w najlepszym wypadku zbiera litościwe spojrzenia. Obowiązuje tu zasada – im starszy rower, tym lepiej. Reprezentowani są przede wszystkim włoscy producenci, począwszy od niebieskich jak niebo wyścigówek Bianchi z lat czterdziestych, z wczesnymi przerzutkami Campagnolo, po czarne kolosy z czasów przed pierwszą wojną światową, które niejednokrotnie mają jedynie piastę wolnobiegową, nie mówiąc już o tych, które nie mają biegów. Niektóre z oldtimerów są z czułością odrestaurowywane, niektóre pokryte prawdziwą patyną, co bynajmniej nie ujmuje im wdzięku. Wielu spośród 470 uczestników, dopasowując się do sprzętu, zakłada historyczne ubrania kolarskie: wełniane koszulki i spodnie, buty i ochraniacze ze skóry na głowy. Wizyta na L’Eroica to jak podróż w przeszłość kolarstwa.

Wehikuł czasu

Nie można dać się zwieść historycznemu ekwipunkowi. Nawet jeśli uczestnicy często są niewiele młodsi od swych rowerów, L’Eroica nie jest spotkaniem zramolałych seniorów, lecz prawdziwym kolarstwem. Do wyboru są cztery odcinki od 40 do 200 km, wszystkie naszpikowane dość wysokimi podjazdami. Uczestnik, który pokonał 80-kilometrową rundę, opowiadał nieco zawstydzony o 1600 m wysokości. Ponieważ jego cyfrowy wysokościomierz nie pasował do jego wyglądu retro, trzymał go cały czas pod rękawem wełnianej koszulki. Kolejną trudnością, która czeka wielbicieli oldtimerów, są warunki na drodze. Wszystkie odcinki mniej więcej do połowy przebiegają tak zwanymi „Strade Bianche”, czyli „białymi drogami” (przyjemne określenie żwirowych dróg). Wybór tras nie jest pomyłką organizatorów, lecz następuje bardzo świadomie. W końcu również kolarze musieli aż do późnych lat sześćdziesiątych zeszłego stulecia liczyć się z takimi wycieczkami. „Trasa jest ciężka, ale tak też powinno być. W końcu nazwa L’Eroica nie została wymyślona ot tak sobie. Idea jest taka, żeby przypomnieć heroiczną epokę kolarstwa” – powiedział Carlo Brocci, twórca i organizator imprezy. Pomysł powstał, gdy ten 50-letni lekarz z Gaiole pisał książkę o pojedynku między Fausto Coppi i Gino Bartali. Zajmowanie się włoskimi bohaterami kolarstwa podsunęło mu w połowie lat dziewięćdziesiątych myśl powołania do życia maratonu kolarskiego dla oldtimerów. Szybko znalazł wsparcie dla tego projektu. W organizowaniu imprezy bierze dziś udział szereg gmin z Chianti oraz wielu ochotniczych pomocników. Wśród sponsorów znajdują się winnice, bank ze Sieny, jak również producent siodełek Selle Royal z marką Brooks.

Smak Chianti

„L’Eroica powinna jednak koniecznie zachować swój charakter imprezy non-profit” – mówi Brocci i kładzie nacisk na fakt, że zyski komercyjne nie mnożą się. Startowe wynosi jak dotąd, zgodnie z przepisami, 15 euro. Za to uczestnicy otrzymują dwa posiłki, przed i po wyścigu, oraz prowiant w trakcie. Szczególną sprawą jest dla Brocciego utrzymanie Strade Bianche, niegdyś ważnych dróg łączących winnice i dwory. Twórca L’Eroica planuje połączenie starych tras w sieć malowniczych dróg rowerowych, a przez to wspieranie turystyki rowerowej w regionie. Nawet jeśli idea ta, biorąc pod uwagę warunki na odcinkach, przemawia raczej za wycieczkami niż kolarstwem szosowym, ciężko wyobrazić sobie ładniejsze tło niż łagodny, pagórkowaty krajobraz Chianti. Ciągle pojawiają się piękne jak marzenie widoki ukształtowanej przez winnice i gaje oliwne okolicy. Oprócz tego w Castellina i Radda, wzdłuż trasy, znajdują się światowej sławy miejscowości znane z win oraz wielu okazji do stylowej kontemplacji. Kto zastanawia się nad wzięciem udziału w L’Eroica, powinien koniecznie zaplanować kilka dodatkowych dni…

Na wyścigu jak w domu

„Najpiękniejszy jest ten rodzinny nastrój” – zachwyca się Wilfried Hajek. 48-latek wziął już po raz czwarty udział w L’Eroica. W prawdziwym stylu, na kolarzówce z lat siedemdziesiątych i pasującej wełnianej koszulce. Hajek przyjechał razem z trójką przyjaciół dzień przed wyścigiem. Mieli dzięki temu czas, by dokładniej obejrzeć wiele pięknych rowerów i pogawędzić z ich właścicielami. Fachowe pogaduszki o łańcuchowym systemie zmiany biegów i zaletach drewnianych felg i siodełek ze skóry dla wielu uczestników są niemal tak samo ważne jak wzięcie udziału w maratonie. Serdeczna atmosfera to również czynnik, który poprawia samopoczucie Luigi Chionsiniemu. Gdy ten pechowiec dociera z rowerem na ramieniu do punktu kontroli na mecie, znajdującej się na rynku w Gaiole, od razu otoczony zostaje przez innych uczestników. „Nie przejmuj się, Luigi. Ramę można zespawać” pociesza ktoś. „Znam sprzedawcę ram w Como, u którego pod sufitem wisi dokładnie taka sama felga, jakiej potrzebujesz” – dodaje inny. „A teraz chodźmy wypić po jednym” – mówi trzeci i ciągnie Chionsiniego do namiotu imprezowego obok kościoła w Gaiole. Przy Chianti Classico, fundowanym przez winnice z regionu, niedługo trzeba czekać, by pechowiec wtórował głośnym śmiechem innym uczestnikom „bohaterstwa”.

top 3

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej
comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach