Skandia MTB Maraton z blatu – finał Skandii w Białymstoku

Dokładnie trzy miejsca na trasie ostatniej Skandii zasługiwały na miano "trudnych" technicznie: jedno to przejazd przez maleńki strumyk bez utraty prędkości, drugie to wyminięcie lasem szlabanu grodzącego drogę i w końcu ominięcie leżącego na trasie drzewa. Wszystkie te miejsca były przy tym świetnie oznaczone czarnym wykrzyknikiem na żółtym tle, żadne z nich nie wymagało zrzucenia łańcucha na średnią tarczę, i jesli ktoś mógłby w tych warunkach mieć kłopoty, to chyba absolutny offroadowy nowicjusz spędzający swój pierwszy weekend na nowym, niedotartym jeszcze rowerku. Sto procent wytyczonej awaryjnie trasy (wersja pierwotna, opublikowana w folderze Skandii MTB Maraton, nie doszła niestety do skutku) przejezdne było nawet na rowerze jednobiegowym. Gdyby ktoś jednak w to nie uwierzył, to jesteśmy skłonni przyjąc zakład. Jechaliśmy w lesie. Ale w jakim lesie! Aż dziw bierze, że ta nieskazitelna, czysta przyroda, to wspaniałe powietrze i bujna roślinność, sterylna wręcz czystość tego uroczego miejsca tworzą razem zjawisko, które ot tak każdy nazwie "lasem", dokładnie tak samo jak "lasem" mianuje się Las Kabacki! To doprawdy niesprawiedliwe... Nie wracajmy jednak myślami na Ursynów nie mający z obezwładniającą zmysły przyrodą wiele wspólnego. Podlasie jest piękne, jeździ się po nim fenomenalnie. Gór oczywiście nie ma, co najwyżej drobne zmarszczki, przez które prowadzą wąskie polne dróżki. Co do miejsca lokalizacji ostatniego maratonu Skandii, nie mamy wątpliwości: było warto brać rower do Białegostoku. No dobrze, a co w kwestii wydarzenia sportowego? Maraton ów był wyjątkowy. Dystans Mini składał się z dwukrotnie powtarzanej pętli. Na Medio należało objechać trasę cztery razy, na Gran Fondo aż sześć. Kryterium leśne? Zdecydowanie takie określenie najlepiej przybliża to co działo się w niedzielę w "Lesie Pietrasze". A działo się mniej więcej to samo co na czterech wcześniejszych edycjach, tylko było trochę więcej dublowania.
wyniki: http://www.skandiamaraton.pl
Czym była Skandia 2007? Jaki był wspólny mianownik tych spotkań? Z przodu na starcie stawali maratonowi wyjadacze pokroju Andy "Fatera" Kaisera, pośrodku cała stawka "zawodnioli" walczących o miejsca i punkty, z tyłu skutecznie zachęceni przez Czesława Langa amatorzy. Razem armia kilkuset (najczęściej około trzystu) osób na rowerach, osób o różnych aspiracjach, na różnym poziomie wyszkolenia. I o to dokładnie chodziło panu Langowi - "Chcemy dać szansę tym wszystkim amatorom na wystartowanie razem z licencjonowanymi kolarzami, nierzadko zawodowcami" powiedział dyrektor wyścigu na początku sezonu. W efekcie wielu z nas, amatorów ma już na koncie wspólne starty z Galińskim, Włoszczowską czy wspomnianym Kaiserem. Dzięki temu na startach mogliśmy z bliska popatrzeć na czym jeżdżą najlepsi, na mecie porównać swoje czasy, a wieczorami snuć plany jak to zrobić by jeździć coraz lepiej. Mamy zapewnienie, że w przyszłym sezonie Langteam podejmie się kontynuacji rozpoczętego w tym roku dzieła. Zobaczymy nowe miejsca, przyjezdni spotykać się będą na trasach z kolarzami z regionu. Na starcie znowu zobaczymy obecne i byłe gwiazdy polskiego kolarstwa. Będziemy tworzyć i integrować wielką rodzinę kolarzy górskich. I to chyba jest ta nowa jakość, którą wniosła Skandia do naszego życia.
Z pozycji uczestnika obserwował i refleksje snuł:
Bolesław Traczewski



top 3

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej
comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach