360 – W Milanówku koło Warszawy 4 września odbyły się pierwsze oficjalne Mistrzostwa Polski MTB i BMX w Dirt Jumpingu.

Po raz pierwszy dirt został podniesiony do rangi najważniejszej konkurencji, a nie imprezy towarzyszącej. Słusznie.
360 w to dircie liczba magiczna, liczba stopni, od których pokonania zależy często zdrowie i życie. O tyle trzeba się obrócić, żeby zapiąć backflipa, czyli obrót wraz z rowerem przez plecy, w połowie którego zwisasz głową w dół. Jeśli nie uda się dokończyć obrotu, będziesz w poważnych tarapatach. 360 to także nazwa triku polegającego na obróceniu się wraz z rowerem wokół własnej osi. Te i wiele innych ewolucji wykonywali w położonym 30 km od Warszawy Milanówku uczestnicy I Mistrzostw Polski MTB i BMX w Dirt Jumpingu.
Chociaż Dirt Jumping jest w Polsce dyscypliną będącą jeszcze w powijakach, na świecie zdążył się już dość dobrze zadomowić. Gdy w latach 70. dzieciaki z Kalifornii próbowały wykonywać sztuczki na swoich Schwinnach, nikt nie spodziewał się, że za jakiś czas przerodzi się to w szereg dyscyplin. Dziś mamy Flatland, Street, Vert i chyba najefektowniejszy i zarazem najbardziej niebezpieczny Dirt Jumping. Polsce jeszcze wciąż daleko do Stanów Zjednoczonych, zarówno pod względem liczby zawodników, jak i ich poziomu, choć tego typu porównanie jest wysoce niesprawiedliwe. U nas dyscypliny BMX-owe są wciąż traktowane po macoszemu, co powoduje spore trudności z pozyskiwaniem funduszy na zawody albo budowę torów. Coś jednak się zmienia i impreza w Milanówku jest tego najlepszym przykładem. Duży tor dirtowy w tej miejscowości powstał wspólnym nakładem sił ekipy MWEK TEAM. Pospolite ruszenie uzbrojone w łopaty stworzyło na wydzierżawionym od miasta terenie świetny, najeżony hopkami tor. Co ważne, dzięki podpisanej umowie jest szansa, że pozostanie on tam na stałe. Na tym właśnie torze odbyły się mistrzostwa. Zawodnicy podzieleni na trzy kategorie, BMX, MTB i Piccolo, mieli do pokonania trasę zaczynającą się od stromej górki, z której należało się dobrze rozpędzić, gdyż później nie było już miejsca na pedałowanie. Kategoria Piccolo (do lat 14) rozgrywana była na mniejszych hopkach, rozpoczynających się adekwatnie krótszym rozbiegiem. Świadczy to o naprawdę dużym dopracowaniu toru. Widać, że twórcy trasy pomyśleli o wszystkim. Punktowana była efektowność wykonywanych skoków, rytm przejazdu oraz transfery polegające na przejściu w połowie toru na rząd hopek, ulokowany równolegle do tego, którym właśnie się podążało. Do wygrania były: rama White Trash za pierwsze miejsce w kategorii BMX, rama Duncon, model Cock, w MTB, a także nagrody rzeczowe w postaci części i ubrań oraz nagrody pieniężne.

Startowało 16 zawodników na BMX i MTB oraz 3 w kategorii Piccolo. Liczby te nie są imponujące, lecz nie można oceniać imprezy przez pryzmat liczby uczestników. Jacek Hamada, jeden z organizatorów, tak tłumaczy problem dość niskiej frekwencji.
- „16 zawodników to rzeczywiście niewiele. Mówi to jednak wiele o polskiej scenie, gdzie w rzeczywistości niewiele jest osób mogących pokazać coś więcej. Uczestników byłoby na pewno więcej, gdyby nie fakt, że była to pierwsza taka impreza w Polsce i wielu nie wiedziało, czego się spodziewać, a spodziewali się pewnie czegoś dużo gorszego, dlatego nie przyjechali. Były też osoby, dla których tor dirtowy okazał się zbyt trudny. Nie ma wielu takich torów w Polsce, nie każdy więc potrafi na nich skakać."
Należy jednak zaznaczyć, że to, co zaprezentowali uczestnicy zawodów, stało na całkiem dobrym poziomie. Godne odnotowania są tu zwłaszcza występy zwycięzców wszystkich trzech kategorii. Skupieni na wykonywaniu jak najefektowniejszych trików zawodnicy byli nieco spięci. Wszyscy chcieli wypaść jak najlepiej. Dlatego też dopiero po zakończonym konkursie, kiedy opadły emocje, miał miejsce pokaz niesamowitych trików robionych po prostu dla zabawy. Najlepszy był chyba Michał Jasiński, znany również jako Nypel, który robiąc kilka razy z rzędu backflipa ułatwił sędziom podjęcie decyzji. Publiczność była zachwycona wykonaniem tego trudnego triku, który podczas zawodów należał raczej do rzadkości.
Janusz Pietruczuk, zwycięzca w kategorii BMX, oraz Michał Jasiński, który okazał się najlepszy na rowerze MTB, zaprezentowali godny podziwu pokaz trików dirtowych. Były backflipy, barspiny, tailwhipy i wiele wiele innych. Także zwycięzca kategorii Piccolo, Dariusz Marchwicki z Milanówka, pokazał spore umiejętności. Jak tak dalej pójdzie, za parę lat może zagrozić najlepszym.
- „Praca, którą wkładam w treningi, okazuje się w takich chwilach naprawdę warta wysiłku" - komentował swoje zwycięstwo Janusz Pietruczuk z Białegostoku, niosąc w jednym ręku wygraną właśnie ramę White Trash, w drugim sporych rozmiarów puchar.
- „Kondycja na pewno jest potrzebna, najważniejsza jest jednak technika. Do niektórych rzeczy dochodzi się latami. Kluczowe jest przełamanie instynktu samozachowawczego – niektóre triki są naprawdę szalone i trzeba zmusić się do obejścia tej blokady" - dodał zwycięzca.
Zawody okazały się naprawdę udane. Publiczność dopisała, zawodnicy pokazali mnóstwo efektownych trików, a organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Początki zawsze są trudne, jeśli jednak będziemy mieli więcej takich imprez, może uda się zmienić podejście wielu osób do zawodów BMX. Być może zwiększy się zainteresowanie sponsorów, władz miast, a przede wszystkim pracowników PZKol-u. Człowiek przecież musi sobie czasem polatać...

top 3

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej
comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach