Andreas Kloeden

Nadchodzi druga zmiana

Jak to jest być drugim w Tour de France? Nie da się opisać. To niesamowite wrażenie. Nigdy bym nie przypuszczał, że tak się stanie. Początkowo, zaraz po wyścigu, trudno mi było cieszyć się ze zwycięstwa. Teraz już sobie w pełni uświadomiłem, co się stało i czuję się o wiele szczęśliwszy. Pod koniec finałowego etapu byłem strasznie spięty, drętwiały mi nogi. Niepokoiłem się, a jednocześnie przez cały czas powtarzałem sobie – „nie załamię się…”. Po wyścigu miałem kilka skurczów w ramionach. To efekt wstrząsów w wyniku jazdy po brukowanych ulicach. Po przejechaniu linii mety czułem jednak, jakby ktoś zdjął mi z ramion ogromny ciężar i wydało mi się, że jestem o parę kilogramów lżejszy. Później stanąłem na podium obok Armstronga. Miałem wtedy gęsią skórkę. Ale tak naprawdę sama ceremonia wręczania nagród jest o wiele za krótka, by w pełni cieszyć się tą chwilą. Czasówka w Alpe d’Huez to poważne wyzwanie, pełne 15 km pod górę, miliony ludzi po obu stronach drogi. Miałeś gęsią skórkę? Przed startem byłem niewiarygodnie spięty. Wiem, że jestem dobry w górskich czasówkach, jednak 15 km w tych górach, o których w rowerowym świecie krążą legendy, przyprawiło mnie o mocniejsze bicie serca. Są oczywiście o wiele trudniejsze górskie odcinki, ale nie mają takiej opinii jak ten. No i publiczność… milion osób! To sprawiło, że nieco się bałem. Podczas jazdy niekiedy nie widziałem, dokąd jadę. Nie potrafiłem jednak lżej naciskać na pedały. Kiedy jesteś w takich górach, możesz bardzo szybko stracić rytm i już go więcej nie odzyskać. Kiedy po raz pierwszy pojawiłem się w górach, właściwie nie widziałem widzów. Później wszystko wyglądało tak, jakbym był w transie. Skoncentrowałem się wyłącznie na motocyklu, który jechał przede mną, gapiłem się wyłącznie na niego. Wokół słyszałem tylko krzyczących ludzi, ale nie mam pojęcia, co krzyczeli. Pod koniec etapu droga była zablokowana barykadami. Poczułem się o wiele swobodniej, ponieważ publiczność znajdowała się dalej niż 5 cm od mojej kierownicy. Obawiałeś się kibicujących? Oczywiście, że jest tu pewna doza strachu, ale również mnóstwo adrenaliny. Kiedy publiczność skacze wokół, krzyki są dla ciebie o wiele większą motywacją, niż gdybyś jeździł po górach sam. To dość mieszane uczucia – radość z powodu obecności fanów i strach, że wejdą pod rower. Adrenalina bierze się ze strachu, który jest dobrą rzeczą przy czasówkach. Cały czas martwiłem się, że coś się stanie. Armstrong musiał mieć o wiele gorzej… Policja nie mogła tu nic zdziałać. Jeśli chodzi o Beckhama czy Schumachera, nie możesz dostać się tak blisko nich, jak w przypadku Armstronga, a jest on jednym z najlepszych i najbardziej znanych sportsmenów na świecie. Armstrong na pewno nie czuje jedynie radości, jeśli chodzi o publiczność. Ale czy to właśnie nie jest jedna z zalet kolarstwa, że można znaleźć się tak blisko gwiazd? Czyni to ten sport o wiele bardziej interesującym. Właśnie dlatego ludzie przybywają w góry. Chcą dotknąć kolarzy! Lance’owi przerywają bardzo często. Uważam, że na to nie zasługuje. Nigdy nie widziałem, żeby ktoś był równie często potrącany. Indurain zwyciężył pięć razy, a nigdy mu nie przeszkadzano. Ale on jest Hiszpanem, nie Amerykaninem. Może to amerykański styl – lekka wyniosłość. Ale Lance ma taką postawę tylko dla prasy, nigdy na drodze. Lance to legenda, uwielbia grać rolę nietykalnego. Jak się zapatrujesz na taką postawę? Nikt nie może go dotknąć. Indurain być może również mógł wygrać szósty wyścig, ale prawdopodobnie był po prostu zmęczony. Nie miał takiej jak Armstrong motywacji do kolejnego zwycięstwa. Lance potrzebował szóstej wygranej, by raz na zawsze uprawomocnić przełom, jakiego dokonał, napisać historię. Masz teraz 29 lat. Zanim udałoby ci się przejąć berło, które dzierży, i pobić jego rekord, miałbyś 37. Czy to w ogóle możliwe? Myślę, że to dla mnie nieosiągalne i po prostu nierealne. Wystarczyłoby mi jedno zwycięstwo. Myślę, że po trzydziestce, gdzieś tak około 35. roku życia, zaczynają z ciebie uchodzić siły. Lance ma teraz 34 lata i znajduje się u szczytu swoich możliwości. Do innych będzie należało wzmocnienie kondycji i sprawdzenie, czy uda się go pokonać, czy też nie. Oto największa zagadka kolejnego Tour de France – jak ktokolwiek może pokonać Lance’a? Ciągle słyszy się wyrazy uznania kierowane pod jego adresem. Czy ty albo Jan macie jakieś zahamowania w związku z tym? Nie, Jan szanuje Lance’a, to znaczy jego osiągnięcia i nic ponadto. Jan udowodnił w 2003 roku, że potrafi podjąć rękawicę, jeśli da mu się szansę. Nikt nie może powiedzieć, co by się stało, gdyby Lance upadł, a Jan jechał dalej. Jan przewrócił się podczas ostatniej czasówki. Lance miał dużo szczęścia potrzebnego do osiągnięcia celu. Jeśli pojawi się szansa pokonania Lance’a, z pewnością nie będę czekał i mówił – „Ojej, to sześciokrotny zwycięzca”, tylko postaram się skorzystać z szansy na zwycięstwo w wyścigu. W drużynie jest dwóch potencjalnych zwycięzców – Jan i ty. Czy to objaw słabości Jana, że pozwolił Lance’owi wygrać pierwszego dnia Prologu? To dobrze znana historia. Jan jechał z czterdziestostopniową gorączką. Brał antybiotyki przez pierwszych dziesięć dni i walczył z poważnym zapaleniem oskrzeli. W zawodach, w których najbardziej liczą się możliwości ciała, to oczywiste, że choroba może wszystko zniszczyć. Lance miał dużo szczęścia w ostatnich latach. Nie odpuścił, nie jest chory, to duże szczęście. Pamiętajmy, że przez całe trzy tygodnie wyścigu należy utrzymywać szczytową formę. Co myślisz na temat sposobu przekazywania relacji w prasie? Czy jesteś przeciwko temu, czy może wykorzystujesz media dla swoich korzyści? Nie zamierzam paradować w świetle fleszów, nie uważam, żeby to było konieczne. Nie jestem szczególnie zainteresowany mediami. Chciałbym być rozpoznawalny przede wszystkim z uwagi na moje osiągnięcia. Chciałbym potwierdzić osiągnięcia z ostatnich lat i zaprezentować się jako bardziej odpowiedzialny. Kiedy mam do czynienia z prasą, chcę, żeby wszystko, co napiszą, było stosowne, żeby nie było to coś, co ludzie szybko przeczytają i zaraz zapomną. Jan często kiepsko wypada w mediach, na przykład na olimpiadzie. Ale czy nie przesadziliście, imprezując w noc poprzedzającą czasówkę? Ani ja, ani nikt inny nie imprezował. Z całą pewnością ktoś tę informację spreparował. Nawet nie mieliśmy zamiaru wypić żadnego piwa. Ono po prostu tam stało, a my mieliśmy pozować do zdjęcia. Następnego dnia można było przeczytać w gazetach – „Jan Ullrich świętuje swoje 19. miejsce”. Problem z niemieckimi mediami i fanami polega na tym, że przyjmują do wiadomości jedynie zwycięstwa. A 100 czy 200 zawodowych cyklistów nie może po prostu wystartować jak Jan Ullrich i wygrać? Jak wygląda idealny obraz Kloedena? Jak chciałbyś być postrzegany? Po prostu taki, jaki jestem. Nie jestem z całą pewnością szczególnie wyluzowany, zazwyczaj mówię, co myślę, i zamierzam nadal tak postępować. Nie chcę być przedstawiany jako odpowiedzialny kolarz, który wszystko robi dobrze. Chcę być facetem, który stara się wycisnąć z siebie wszystko. Jest kilku charyzmatycznych zawodowców, którzy potrafią wykreować swój image. Boris Becker, Schumacher lub Jan Ullrich. Co Twoim zdaniem składa się na wizerunek gwiazdy? Z całą pewnością co najmniej 50% to osiągnięcia sportowe. Ja jestem jedynie na pierwszym stopniu tej drabiny. Muszę teraz ponownie potwierdzić swoje umiejętności, potem mogę się skupić na innych aspektach. Gwiazdy, takie jak Beckham, grają w innej lidze. Nie mogę się z nimi równać. Czy nie jest to fałszywa skromność? Byłeś drugi na Tour de France. Jasne, ale tylko raz. Schumacher jest siedmiokrotnym mistrzem świata, Ullrich pięć razy zajął drugie miejsce. Jako zawodowy sportowiec osiągnąłem coś fantastycznego. To szczęście, że byłem taki dobry na Tour de France i zostało to pozytywnie przedstawione przez media. Gdybym tak dobrze jechał Giro, nigdy nie przyciągnąłbym tyle uwagi. Jeśli potwierdzę swoje umiejętności, będę mógł częściej pokazywać swoją twarz w mediach. Byłoby dziwne, gdybym pozował na gwiazdę, a później na następnym Tour przyjechał jako dwudziesty. Chciałbym, żeby wszystko działo się powoli i chciałbym być pewnym, że na pierwszym planie znajdują się moje sportowe osiągnięcia. Czy szykujesz się na kolejny Tour? Traktuję wszystko bardzo poważnie. Chcę zbudować swoją formę w taki sposób, by jej szczyt przypadał właśnie na te trzy tygodnie. Jest wiele różnych sposobów, by się przygotować. Może się tak przydarzyć, że zaczniesz zbyt wcześnie, jak na przykład Mayo, który znajdował się w szczytowej formie przed Tour. Forma spadła mu jednak zbyt wcześnie. Chcę być w stu procentach gotów. Życzyłbym sobie być zdrowym. Wówczas wszystko będzie możliwe. Czy sukces odmienił w jakiś sposób Twoje życie? W sumie zbyt wiele się nie zmieniło. Częściej jestem rozpoznawany na ulicy, eksperci zwracają na mnie większą uwagę, ale w życiu osobistym niewiele się zmieniło.

top 3

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej
comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach