Wszystkie wpisy, których autorem jest Magazyn Rowerowy
BM w Wiśle – podsumowanie edycji
31 sierpnia Bike Maraton zaprasza do Wisły!
Maraton Kresowy „W Krainie Ozów” już 1 września!
Kręć kilometry, zaparkuj klimatycznie
Rajd „Z kompasem” – 28-29 września
Złoto Anny Szafraniec w wyścigu Ostravsky Chachar 2013
IV edycja AZS MTB Cup – widowiskowa trasa i emocje
Karkonoski Klasyk – podsumowanie
Grand Prix Polski – 31 sierpnia i 1 września na torze BGŻ Arena w Pruszkowie
100. Tour de France z bliska
Na starcie stoi tłum ludzi, który zebrał się tam już wczesnym porankiem. Podekscytowani kibice oddychają atmosferą wyścigu i zbierają darmowe gadżety. Setki zaproszonych gości oraz VIP-ów dumnie przechadzają się po specjalnie wydzielonej strefie i częstują przekąskami. Grupa dziennikarzy rozpoczyna „polowanie” na zawodników. Miasto startowe oszalało, a kolarze jeszcze nawet nie wysiedli z autobusów. Tak wygląda początek każdego etapu Tour de France
Tekst: Adam Sikora
Tour de France to największa impreza sportowa na świecie rozgrywana corocznie. Łączna liczba kibiców stojących przy trasie sięga ok. 12-15 milionów. Prawie 80% wartości medialnej wszystkich wyścigów UCI WorldTour stanowią relacje telewizyjne, radiowe, prasowe i internetowe właśnie z Wielkiej Pętli. Jedno zwycięstwo etapowe Thibaut Pinot w Tour de France 2011 zostało przeliczone na 10 milionów euro ekwiwalentu reklamowego dla sponsora jego grupy – FDJ. Wyścig pokazywany jest w 190 krajach i dociera do 3,5 miliarda ludzi. Relacjonuje go ponad 2000 dziennikarzy pracujących dla ok. 700 różnych mediów. Ten, kto widział Tour na żywo, nie potrzebuje jednak liczb, by stwierdzić, że wyjąwszy rozgrywane co 4 lata mistrzostwa świata w piłce nożnej i igrzyska olimpijskie, TdF to największe wydarzenie sportowe.
„Nigdy nie widziałem przy trasie tylu dopingujących ludzi. Szczególnie w miasteczkach, przez które przejeżdżamy” – mówił w Marsylii, w rozmowie z Magazynem Rowerowym, Michał Kwiatkowski. Zawsze świetnie przygotowani, poprzebierani, z własnoręcznie namalowanymi planszami, które mają dodać otuchy zawodnikom. Na poboczach zaparkowane mnóstwo kamperów. Setki osób grilluje. Wystarczy jednak dźwięk klaksonu przejeżdżającego samochodu z wyścigu i widzowie wpadają w pozytywny szał. Nikomu nie przeszkadzają zamknięte drogi, wszyscy zajęci są świętowaniem.
Rozrywkowy peleton
Wartość medialna wyścigu sprawia, że bardzo chętnie angażują się w niego sponsorzy. Oni też zapewniają atrakcje kibicom czekającym na starcie, przy trasie, na mecie. Kolumna reklamowa, składająca się z kilkudziesięciu rozrywkowych pojazdów o bardzo kreatywnym i nietypowym wyglądzie, rusza ze startu na długo przed peletonem. Z jednego samochodu ktoś wyrzuca czapeczki, z innego koszulki, słodycze, a jeszcze ktoś inny chłodzi kibiców w ciepły dzień, delikatnie opryskując ich wodą. Jadący na pojazdach wodzireje świetnie bawią się z tłumem, umilając im czas oczekiwania na kolarzy. Na starcie można napić się darmowej kawy, czy też zdobyć upominek.
Sponsorzy nie zapominają o VIP-ach i dziennikarzach. Podobnie jak w poprzednich latach, także i w tym roku Skoda przeprowadziła dla nich wspólną, poranną przejażdżkę rowerową ze zwycięzcą Touru, Giro d’Italia i mistrzostw świata z 1987 roku Stephenem Roche. Firma zorganizowała także przelot helikopterem nad peletonem oraz wręczyła każdemu uczestnikowi białą koszulkę lidera klasyfikacji młodzieżowej. Cała ta oprawa sprawia, że impreza nabiera jeszcze większego rozmiaru. To już nie tylko wyścig, ale ogromny spektakl, w którym przejazd peletonu jest główną atrakcją.
Dzień z życia dziennikarza
Tour de France to nie tylko najtrudniejszy wyścig dla kolarzy, ale też dla dziennikarzy. Bardzo często biuro prasowe (o powierzchni dwóch pełnowymiarowych boisk do koszykówki) oddalone jest ponad kilometr od mety. Także konferencje prasowe odbywają się z dala od biura i bierze w nich udział tylko część najbardziej wytrwałych przedstawicieli mediów. Reszta ogląda i słucha wypowiedzi na monitorze. Nie ma mowy o zapewnieniu dziennikarzom noclegu przez organizatorów. Dostęp do Internetu jest płatny, a przeciętny dziennikarz praktycznie ani razu nie widzi jadącego peletonu na żywo, gdyż jedzie ze startu na metę inną trasą, cały wyścig oglądając w telewizji.
Nie ma natomiast problemów z rozmową z konkretnymi zawodnikami. Większość drużyn jest bardzo dobrze przygotowana do kontaktów z mediami i ma w swoim sztabie osobę, która koordynuje spotkania zawodników z dziennikarzami. Dodatkowo w każdym z dwóch dni przerwy zespoły organizują w swoich hotelach konferencje prasowe.
Wyścig „zza podium”
Osoba oglądająca dekorację w telewizji widzi tylko kolarza, 2 hostessy oraz Bernarda Hinault, gratulującego najlepszym. Ale w tym samym czasie za żółtą ścianą krząta się kilkadziesiąt osób – główni organizatorzy, VIP-y, koordynatorzy odpowiedzialni za dekorację po etapie, wszystkie hostessy, kontrolerzy antydopingowi, francuska telewizja, a także rzecznicy prasowi, masażyści lub dyrektorzy sportowi ekip, których zawodnicy wchodzą na podium. Jest tam także specjalne pomieszczenie dla zawodników, w którym mogą się przygotować do dekoracji. Michał Kwiatkowski mógł się zatem przebrać w biało-czerwoną koszulkę, na którą później zakładano mu białą koszulkę. Za podium odbywa się także większość wywiadów. Strefa dla mediów jest podzielona na kilka części, dla telewizji z wykupionymi prawami, pozostałych telewizji, radia oraz prasy. W zależności od rodzaju akredytacji wywiad odbywa się w innej strefie. W telewizji nie widać także dziesiątek ciężarówek należących do stacji telewizyjnych, które jeżdżą za wyścigiem. Każdego dnia przy mecie budowane są „miasteczka transmisyjne”, w których bardzo łatwo się zgubić w drodze na metę i potknąć o kable, których codziennie rozciąganych jest kilkanaście kilometrów. Technicy mają sporo pracy przed oraz po etapie. W czasie zmagań kolarzy grają w karty. Podobnie wygląda dzień osób rozkładających i składających barierki ochronne oraz scenografię mety (prace trwają do późnych godzin nocnych).
Wielu kibiców nie zdaje sobie również sprawy z liczby samochodów, które jadą w wyścigu. Sama Skoda, która w tym roku obchodziła jubileusz – 10. rocznicę rozpoczęcia współpracy z Tour de France – udostępniła organizatorom 250 samochodów. Do tego dochodzą auta oraz autobusy ekip, samochody gości oraz dziennikarzy, a także ciężarówki przewożące tony sprzętu, elementów dekoracji i zabezpieczeń trasy. Przygotowanie miejsca dla tylu samochodów, nierzadko w centrum miasta, a także ich wyjazd po etapie, jest sporym wyzwaniem logistycznym dla organizatorów oraz policji.
Od bagietki i alkoholu, po żele energetyczne
W tym roku świętowaliśmy setną edycję Tour de France. Organizatorzy podkreślali to na każdym kroku, gdyż historia, jak w żadnym innym sporcie, odgrywa w kolarstwie ogromną rolę. Docenia się i honoruje wielkich mistrzów z przeszłości. Wyczyny pierwszych śmiałków, którzy postanowili na rowerze przejechać Francję wzbudzają wielki podziw. W pierwszym roku do pokonania mieli 2428 kilometrów. Co prawda jest to prawie o 1000 kilometrów mniej, niż pokonuje dzisiejszy peleton, jednak wtedy dystans ten był podzielony zaledwie na 6 etapów. Średnia długość odcinka wynosiła zatem ok. 400 kilometrów. Na początku XX wieku kolarze jechali na rowerach ważących ok. 20 kilogramów, dziś ich waga nie przekracza 7 kilogramów. Obecnie przerzutki są normą w każdym rowerze, ale w 1903 trzeba było sobie radzić, mając do dyspozycji tylko jedno przełożenie. Rowery nie posiadały wtedy hamulców, więc nie rozgrywano górskich etapów. Nie jeżdżono w kolarskich koszulkach i spodenkach, a w zwykłym, luźnym ubraniu.
Także dieta w 1903 roku różniła się zdecydowanie od tej, jaką stosuje Bradley Wiggins czy Alberto Contador. Zamiast batonów i żeli energetycznych oraz napojów izotonicznych jadło się francuskie bagietki, piło alkohol i paliło papierosy. Wielu dzisiejszych kolarzy nie wyobraża sobie jazdy bez słuchawki w uchu, a ich poprzednicy musieli sobie radzić bez jakiejkolwiek pomocy.
Samochody techniczne były zabronione i wszystkie usterki trzeba było naprawić samemu. Mimo wszystkich tych niedogodności pierwszy zwycięzca Maurice Garin potrafił „wykręcić” całkiem niezłą jak na tamte warunki średnią 25,7 km/h. Za tę wygraną otrzymał wtedy nagrodę, która po uwzględnieniu inflacji dziś wyniosłaby ok. 30 tys. euro. Nagroda ta początkowo miała być niższa, jednak z uwagi na fakt, że kilka dni przed startem zgłoszonych było tylko 15 cyklistów zdecydowano się ją podnieść. Ostatecznie wystartowało 60 osób. Do mety dojechało tylko 35% spośród nich.
Wszyscy żyjący zawodnicy, którzy kiedykolwiek mieli okazję jechać w Wielkiej Pętli zostali zaproszeni do Paryża na specjalną uroczystość. Na liście gości zabrakło jednak Lance’a Armstronga, który najwidoczniej został nie tylko wymazany z historii Touru jako jego zwycięzca, ale też jako uczestnik…
Biały biało-czerwony
Jeśli któryś z europejskich kibiców kolarstwa jakimś cudem nie znał jeszcze nazwiska Michała Kwiatkowskiego, z pewnością poznał je podczas tegorocznego wyścigu. Polak przez długi czas dzierżył białą koszulkę Skody najlepszego młodzieżowca i przez kilka dni z rzędu stawał na podium. O mały włos, a założyłby żółtą koszulkę, jednak do spełnienia marzenia zabrakło sekundy w jeździe drużynowej na czas. Zawodnik Omega Pharma–Quick Step przyczynił się także do zwycięstw etapowych Marka Cavendisha. Pierwsze z nich Cav wywalczył na 5. etapie.
„Po pierwszych 4 dniach wyścigu czuliśmy pewien niedosyt, bo zawsze coś przeszkadzało nam w zwycięstwie. Mark był jednak cały czas zmotywowany i my, jako drużyna, staraliśmy się mu pomóc w przełamaniu złej passy” – mówił w rozmowie z MR Michał Kwiatkowski.
Swój debiut w Wielkiej Pętli zanotował także Przemysław Niemiec (Lampre-Merida), który miał za sobą znakomite Giro d’Italia. Jego drużyna jechała tym razem bez zdecydowanego lidera, jakim podczas włoskiego Wielkiego Touru był Michele Scarponi. Niemiec mógł zatem skupić się na „swoim” wyścigu i jeździe na własne konto.
W roli pomocnika we Francji występował Maciej Bodnar (Cannondale). Jego głównym zadaniem była praca na płaskich odcinkach, głównie w początkowej fazie etapu i pomoc w wywalczeniu zielonej koszulki przez Petera Sagana – „Na samym początku rywalizacji Peter uczestniczył w kraksie i nie był w pełni sił na kolejnych etapach. Gdyby był zdrowy, wygrałby te sprinty, w których był drugi o długość roweru” – mówił mistrz Polski w jeździe na czas dwa dni przed pierwszym zwycięstwem etapowym Sagana.
Tegoroczny Mistrz Polski powtarzał przy każdej okazji, że przyjechał do Francji po naukę. Jeśli zebrał doświadczenie i skrupulatnie odrobi w przyszłości zadanie domowe, na pewno w swojej karierze założy jeszcze koszulkę lidera Tour de France, czego Michałowi Kwiatkowskiemu, sobie i wam życzymy.
Lubię być szybka…
Tanja Żakelj prowadzi do tej pory w klasyfikacji Pucharu Świata XC MTB. Ta niewielka wzrostem, ale wielka duchem dziewczyna wróciła na szczyt po niezbyt udanym poprzednim sezonie.
W ciągu kilku tygodni stała się popularnym sportowcem, ściągającym na trasy tłumy słoweńskich kibiców. Zafascynowana zimowymi wyczynami Tiny Maze staje się jej letnim odpowiednikiem. Swoją dominację potwierdziła, zdobywając Mistrzostwo Europy. Do Polski przyjechała na wyścig Mai Włoszczowskiej
Tekst: Miłosz Sajnog
Spotykamy się w Jeleniej Górze na imprezie Twojej koleżanki, ale i rywalki. Zajęłaś dzisiaj drugie miejsce. Podzielisz się z nami wrażeniami z imprezy?
Wyścig faktycznie jest bardzo dobry. Wiele słyszałam o imprezie Majki, ale jestem tu pierwszy raz. Trasa fantastyczna, ciężka, ale bardzo dobra. Panuje u was fantastyczna atmosfera, ściganie jest na niezłym poziomie.
Majka zaprosiła w tym roku swoje dobre koleżanki, więc przyjechałyśmy. Mamy bardzo dobry kontakt ze sobą i cieszę się, że mogę tu być.
Byłaś jedną z faworytek tego wyścigu, a zajęłaś drugie miejsce…
Tak, nie dało się wygrać z Evą Lechner, chociaż bardzo chciałam. Dziewczyny z Colnago jechały we dwie i łatwiej im było kontrolować wyścig. Szkoda, że Majka miała defekt i odpadła z czołówki, bo od tego momentu walczyłam z nimi sama. Faktycznie, chciałam tutaj wygrać, ale czasami tak jest, że się nie udaje. Będę miała jeszcze czas zrewanżować się Evie w tym sezonie.
W piątek również nie włączyłaś się w walkę w eliminatorze, chociaż to akurat chyba nie jest Twoja ulubiona konkurencja?
To był pierwszy eliminator w tym sezonie i jeden z niewielu w życiu, które pojechałam. Nie jeżdżę tego typu wyścigów, koncentruję się na XC. Ale była dobra zabawa, fajna trasa, piękne miasto.
Przed sezonem zakładałaś, że będziesz w dziesiątce Pucharu Świata, tymczasem jesteś na czele listy pucharowej, co jest Twoim życiowym osiągnięciem. Spodziewałaś się takiego obrotu sprawy?
Przecież nie mogę narzekać (śmiech). Cykl Pucharu Świata będzie miał jeszcze kilka zawodów, więc nie przesądzajmy, jak to się skończy. Ale faktycznie, poprzednie sezony nie były tak spektakularne jak ten. Dlatego chciałam wrócić do Top 10 i to był mój właściwy cel. Po pierwszych wyścigach najpierw byłam pierwsza wraz z Majką, a teraz lideruję samodzielnie. Myślę również, że to kwestia wejścia w sezon innych zawodniczek i trochę inne akcenty postawione na cele. Zobaczymy na mistrzostwach świata, kto co miał w tym sezonie na myśli.
Poszukajmy teraz przyczyn tego sukcesu… Zmieniłaś trenera, zespół… Jak widać, pomogło.
Kwestia mojego nowego zespołu dość długo była dyskusyjna. Poprzedni musiał ze mnie zrezygnować. Rozmawiałam bardzo długo między innymi z Colnago, które chciało mnie zatrudnić, ale nie doszliśmy do porozumienia, jeżeli chodzi o szczegóły kontraktu. Zgłosił się do mnie menadżer Uniora i doszliśmy do porozumienia co do mojego zaangażowania w tę grupę. Wszystko odbyło się jesienią na zawodach, już po sezonie. Myślę, że lepiej być w takiej grupie, w sumie krajowej, z dobrym wsparciem, z ludźmi, którzy dobrze się rozumieją i mają do siebie szacunek.
Słyszeliśmy również o Meridzie?
Nie, nie było takich rozmów, ale mam nadzieję, że Merida zgłosi się po tym sezonie (śmiech).
Jak dajesz sobie radę w teamie zjazdowym, w którym jesteś jedyną zawodniczką XC, w dodatku najlepszą?
Tak, to prawda, Unior jest głównie nastawiony na downhill. Ale już w ubiegłym sezonie została podjęta decyzja o rozszerzeniu zespołu o zawodników cross country. Faktycznie, moi koledzy są dość szaleni, i jak w każdym zespole tego typu czasami panuje trochę szalona atmosfera. Widać to, zwłaszcza kiedy wspólnie startujemy, jesteśmy razem. Ale przez większą część sezonu mój kalendarz jest odrębny i wtedy czuje się niesamowity profesjonalizm tego teamu. Mam do dyspozycji mechanika, masażystę, menadżer również poświęca mi bardzo wiele czasu. Z chłopakami dogaduję się bardzo dobrze i razem sporo jeździmy. Zawdzięczam im wiele uwag i pomocy w ćwiczeniu techniki zjazdów.
Parę lat temu stwierdziłaś, że najwięcej możesz zyskać na poprawie techniki jazdy. Na Pucharach Świata widać było, że niesamowicie zjeżdżasz. To zasługa pomocy zjazdowców?
W sumie nad techniką pracuję od startów w juniorach. Dość szybko zobaczyłam, że tracę na wyścigach w miejscach, w których sprowadzam rower, i że na tym elemencie mogę zyskiwać cenne sekundy. Zjazdowcy mają lepszą koordynację, perfekcyjnie układają się w zakrętach, prowadzą rower… Kiedy z nimi zjeżdżasz, widzisz, ile jeszcze można zyskać. Na pewno takie wspólne jeżdżenie bardzo pomaga. No i chyba mniej się boją (śmiech).
Jeździsz również enduro, co może jest małą tajemnicą. Co ten rodzaj MTB wprowadza do Twojej jazdy XC?
Enduro to moja wielka pasja. Startuję nawet w zawodach, ale robię to po zakończeniu sezonu XC, kiedy nie ma presji i mogę jechać na kompletnym luzie. Jeżdżę też enduro dla przyjemności, po prostu lubię to robić. Różnica jest spora, bo rower ma pełną amortyzację i inną geometrię, więc inaczej się układa niż rower do XC. Inna jest też technika, więc nie przekłada się to w prosty sposób na jazdę na zawodach. Ale enduro daje mi pewność siebie, a także opanowanie i elementy dynamicznego prowadzenia roweru. Wiesz, zjeżdżam wtedy po trudniejszym terenie, więc potem na zawodach jestem pewniejsza i chyba również szybsza.
Widać to było na odcinkach singlowych…
Tak, tam chyba taka wypracowana technika najlepiej się sprawdza. Dobrze być szybszym na zjazdach…
Ale podczas startu w mistrzostwach Europy miałaś chyba pewne obawy na sekcji northshore?
Miałam. Ten element robił wrażenie na wszystkich zawodniczkach i myślę, że na zawodnikach również. Na pierwszym okrążeniu wybrałam objazd, bo było faktycznie ciężko do tego podejść. Potem stwierdziłam, że przecież jeżdżę cięższe odcinki i wjechałam na przeszkody. Wtedy reszta dziewczyn pojechała za mną. Ale niektórzy faceci objeżdżali do końca (śmiech).
Podczas wyścigów atakujesz mniej więcej w połowie dystansu i z bardzo dużą mocą. Jak wybierasz moment ataku?
Faktycznie, wychodzi na to, że atakuję w połowie zawodów. Chyba że muszę się przebijać do przodu. Dla mnie ważna jest taktyka na zawodach. Myślę, że to równie ważne jak szybkość i technika jazdy. Staram się wybierać taki moment, kiedy wiem, że moje rywalki nie odpowiedzą. No i siła tego ataku musi być taka, żeby nikt nie poprawił. Czasami żartuję, że jak już jadę, to nikt nie ma prawa wejść na koło i zabrać się ze mną. Tak staram się zawsze atakować i przynosi to efekty. No i lubię być szybka (śmiech).
Wiemy, że pochodzisz z małej miejscowości, ale Twoje sportowe początki są dla nas tajemnicą.
Zaczęłam od biegów na orientację, u was też jest taka dyscyplina? Tak? Biega się z mapą po okolicy (śmiech). I chyba dobrze mi szło, bo zawsze byłam uparta i chętnie trenowałam. Ale dość szybko trenerzy powiedzieli mi, że bardziej będę nadawała się do rowerów górskich. Dlatego przeszłam do MTB, co było dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza że wokół mojej miejscowości teren jest pofałdowany i rower górski tam pasuje.
Ponoć Twoi rodzice mają gospodarstwo rolne, w którym pomagasz?
Tak (śmiech), widzę, że menadżer sporo o mnie opowiada. Faktycznie, jak jestem w domu, nie jest to często, pomagam rodzicom. W przeszłości było to źródłem niezłych kłopotów, bo wsadziłam rękę do sieczkarni (Tania opisuje maszynę, która sieka, więc chyba chodzi o sieczkarnię…).
Czekaj, po co wsadzałaś tam ręce?
Zacięło się podawane zboże, dlatego chciałam wyciągnąć je i maszyna odcięła mi prawie całkiem dwa palce, mały i serdeczny, które trzymały się na skórce. Teraz tego nie widać (Tania pokazuje dłoń ze sztywnymi palcami), ale myślałam, że już po nich. Wieźli mnie helikopterem do szpitala i tam palce przyszyto. Myślałam, że to koniec mojej przygody z rowerami, bo nie wiedziałam, jak to się zagoi, a trudno się ścigać z takim urazem dłoni. Lekarze jednak bardzo się postarali. Nie miałam w nich czucia przez parę miesięcy, ale teraz jest lepiej.
Byłaś objęta szkoleniem UCI dla młodych zawodników. Na czym polegał ten program?
Spędziłam trzy tygodnie w Szwajcarii, gdzie trenowaliśmy w bardzo urozmaicony sposób. Jeździłam między innymi na torze. Mieliśmy sporo zajęć na szosie. Było to bardzo dobre szkolenie, które młodym zawodnikom pomaga ułożyć kwestie treningowe.
I jak Ci się podobała szosa i tor?
Na torze byłam pierwszy raz w życiu i jak na razie ostatni. Nie sądzę, żebym się w tym widziała, dla mnie ważne jest kolarstwo górskie, jeżdżenie w kółko wydało mi się mało ekscytujące. Szosa natomiast to również część moich treningów. Nie wiem, może kiedyś będę się ścigać na szosie.
Ten sezon to dla Ciebie powrót na czołowe lokaty, na miejsce, które już wcześniej zajmowałaś, i w juniorach, i w U 23. Ponoć Twoja popularność jest bardzo duża i w Ljubljanie Twoje starty transmitowane są na telebimach?
Nie wiem, czy moja popularność jest oszałamiająca. W Słowenii jest bardzo dużo sportowców, a MTB nie jest jakoś superpopularne. Wy na pewno znacie naszych skoczków czy Tine Maze, która wygrała Puchar Świata. Dla ludzi ważny jest futbol i koszykówka. I to są chyba główne sporty. Na rowerach górskich wiele osób jeździ dla przyjemności i amatorsko. Moje sukcesy z młodości nie odbiły się jakimś większym echem. Ale teraz faktycznie Unior zadał o to, żeby było o mnie głośno. To część pracy sportowca. To dzięki sponsorom postawiono w stolicy telebim i to prawda, że przyszło sporo ludzi, aby mnie oglądać. To bardzo miłe, kiedy słyszysz, że jest taka transmisja. Tak samo jak widzisz kibiców z flagami na trasie. Myślę, że ostatnio jest ich więcej (śmiech). Dopowiem jeszcze jedno – Tina Maze wygrywała w zimie i strasznie mnie to motywowało do treningów. Też chciałam wygrywać.
Na koniec pytanie o niedaleką przyszłość. Przed Tobą konfrontacja na mistrzostwach świata i ciekawi nas, jakie masz odczucia przed tą imprezą?
Hm… będzie to pewnie trudny wyścig. To bardzo daleko, inny klimat, inne ściganie. Trasa jest bardzo wymagająca, a słyszałam, że ma być jeszcze modyfikowana na same mistrzostwa. Na pewno będę chciała tam wygrać, ale wiem, że takich pretendentek do tytułu będzie sporo. Nabrałam sporo pewności siebie, jestem bardzo blisko czołówki… Tak, chciałabym tam wygrać.














