I Edycja Mio FujiFilm Bike Maraton 2007 – Wrocław 13.05.2007

Słoneczny sukces
Trudno wymarzyć sobie lepsze rozpoczęcie cyklu imprez. Dopisały frekwencja, pogoda, udała się organizacja. Pierwsza tegoroczna edycja Mio FujiFilm Bikemaraton 2007 we Wrocławiu była udana. Jako patron medialny byliśmy na miejscu ciałem i duchem, dokumentując wydarzenie, ale i w nim uczestnicząc.
Ubiegłoroczny maraton wrocławski zapisał się w pamięci uczestników koszmarnymi warunkami pogodowymi. Tym razem aura była bardziej litościwa i mimo deszczu w dniach poprzedzających imprezę niedziela pozwoliła w pełni korzystać z uroków wiosennego słońca. Pierwszy tegoroczny maraton był nie tylko wydarzeniem sportowym, ale i towarzyskim. Obok ścigania nie mniej ważne było piknikowanie. Małe „dmuchane” miasteczko imprezy, usytuowane na Psim Polu, z trudem pomieściło uczestników i osoby towarzyszące. W samym maratonie wystartowalo ponad 1000 osób. Wynik tym bardziej robi wrażenie, że w tym samym dniu odbywały się dwa inne maratony w innych regionach Polski.
Trasa maratonu wrocławskiego nie należy do trudnych, w sześciostopniowej skali oceniana jest na jedynkę, co oznacza mniej więcej tyle, że wystrczy umieć jeździć na rowerze, by ją przejechać, szczególnie wariant mini. Jest to idealna trasa na rozpoczęcie sezonu, jak też na pierwszą przygodę z maratonem, co było zresztą widać, sądząc choćby po rozmaitości sprzętu używanego przez uczestników. Wystartowało bardzo wiele osób, które z entuzjazmem mówiły, że to ich pierwszy maraton w życiu. Co ważne, niemal 100% go ukończyło. Trasa została poprowadzona w oryginalny sposób, do ostatniej chwili, czyli dobrze oznaczonego rozjazdu, można było powstrzymać się z decyzją, który dystans wybrać. Obok najłatwiejszego mini (28 km) do wyboru był też mega (56 km) i giga (81 km). Pierwszy fragment był wspólny i prowadził głównie polnymi, suchymi drogami z fragmentami asfaltu, w stronę lasu. Tam deszcze zostawiły ślad w postaci rozmiękłej ziemi, ale poza lekkim błotem nie było specjalnych problemów. Po kolejnych kilku kilometrach dojeżdżało się do bufetu i wspomnianego rozjazdu. „Sprinterzy” z mini skręcali w prawo, by po kolejnym fragmencie lasu wrócić znanym już fragmentem dojazdowym ku mecie. Ci, którzy chcieli się bardziej zmęczyć, jechali prosto, by raz (mega) lub dwa razy (giga), pokonać rundę po Wzgórzach Trzebnickich. I to był najciekawszy fragment trasy, gdzie w końcu można było podjeżdżać i zjeżdżać malowaniczymi wąwozami, ze szczytów zaś podziwiać widoki. Końcówka dla wszystkich dystansów była ta sama, czyli po zamknięciu rundy opisany już fragment ku mecie, z męczącą tarką, pod wiatr, za pierwszym bufetem.
Ze względu na łatwość trasy, małe przewyższenia, jak i wiejący wiatr, maraton przypominał wyścigi szosowe, przynajmniej dla zawodników z czołówki stawki. Mniejsze i większe fragmenty peletonu rwały się raz po raz, wielokrotnie można było zaobserowować, jak zawodnicy jadą „na kole”, czy też po zmianach. Nie dziwi więc fakt, że tempo było spore, nawet osoby meldujące się na miejscu w okolicach 400-setnego w mega osiągały przeciętną w granicach 20 km/h (jak niżej podpisany). Tu przyznać muszę, że duża w tym zasługa kolegi Łukasza, który „holował” mnie przez ostatnie 20 kilometrów.
W ramach ciekawostek warto wspomnieć, że w trakcie imprezy przetestowano nowy system pomiaru czasu, z chipami ukrytymi pod numerami starowymi. Pierwsze wrażenia są pozytywne, choć ciekawe, jak numery, montowane za pomocą agrafek na plecach, zniosą kilka startów. Nie pojawiły się również problemy z oznakowaniem trasy i organizacją, nikt nie mógł narzekać na zaopatrzenie bufetów. O jakości obsługi niech świadczy fakt, że peleton wystartował z tylko 3-minutowym opóźnieniem. Za metą zaś Gatorade i inne chłodne napoje lały się strumieniami, szczęśliwi uczestnicy dzielili zaś czas między stoiskami ze sprzętem i ciuchami a parasolami Lecha. Szczęśliwcy odebrali fanty z tomboli, a zwycięzcy nagrody. Oby pozostałe imprezy były równie udane! Najbardziej zaś cieszy, że maratony ze sportu typowo męskiego przeradzają się w imprezy o bardziej zrównoważonym podziale na płci, wystartowało bowiem bardzo wiele kobiet. Tak trzymać!
Wyniki i więcej informacji: http://www.bikemaraton.com
Słowa: Grzegorz Radziwonowski
Zdjęcia: Paweł Urbaniak
Zapraszamy do obejrzenia pozostałych zdjęć w naszej galerii: http://galeria.magazynrowerowy.pl/main.php?g2_itemId=1034

top 3

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej
comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach