WEST IS THE BEST

Kolarze czują się dobrze w Irlandii, szczególnie na zachodzie Zielonej Wyspy. Przyjemność gwarantowana, nawet jeśli tu i ówdzie zanosi się na silne przelotne deszcze… Peadar upada gwałtownie na zakręcie, ale żwirowa trasa ma to do siebie. W mig podnosi się i przygląda otarciom. Uśmiecha się tylko. Być może cieszy się bardziej z prawie udanego manewru, niż złości z powodu upadku. Cóż, nas też by zdziwiło, gdyby małe zadrapanie wpłynęło w jakikolwiek sposób na Irlandczyka z prawdziwego zdarzenia. W końcu Irlandczycy walczą dzień w dzień z niedogodnościami natury, a to wyrabia pewną zaciętość w działaniu. Przypuszczalnie również optymistyczne nastawienie… Gdy spytaliśmy Peadara o wskazówki co do wycieczek, nie namyślając się długo, zadzwonił do swojego mechanika Iana, dał mu klucze do sklepu i pokazał nam swoje ulubione odcinki wokół Castlebar.

Zielone wzgórza Irlandii

Startujemy z Galway. Pojedziemy wzdłuż północno-zachodniego wybrzeża Irlandii. Po gruntownym zapoznaniu się z uroczym miasteczkiem uniwersyteckim, z jego bezładnymi fasadami i studencką wrzawą w pubach i parkach, nie mogliśmy się już doczekać, aby znów wsiąść na rowery. W jakiś cudowny sposób załapaliśmy się na prawdziwie letnią pogodę po długo utrzymującej się powodzi. Soczysta zieleń wzgórza i głęboki błękit jeziora świeciły się, jakby były przystrojone złotą folią. Kosmate owce błyszczały w słońcu niczym płonące wiązki chrustu. W górze, na pagórkach, wyglądały jak rzeźbione pomniki. Na trasie często tarasowały nam drogę lub pojawiały się znienacka na ostrych zakrętach, leżąc sobie jak gdyby nigdy nic. Irlandczycy byli zachwyceni. Na przykład starzec z fajką w ustach. Podczas naprawy dachu usiadł na krokwi i mrugał, patrząc w kierunku słońca. Pogrążeni w rowerowej gorączce minęliśmy nawet przecudne Kylemore Abbey, bez oglądania się za siebie. Zamek na skraju N59, który dziś jest prowadzony przez siostry Benedyktynki, odbijał się w ciemnoniebieskim jeziorze. Im dalej pedałowaliśmy w głąb parku narodowego Connemara, tym sceneria była bardziej upajająca. W wieczornym świetle skrzą się fale jeziora Connemary. Do 300 odcieni zieleni, które opiewano w irlandzkich pieśniach ludowych, dołącza się jeszcze raz tyle odcieni złota, srebra i brązu. Nawet droga, która wiła się niezliczoną liczbą zakrętów przez górzysty krajobraz parku narodowego, błyszczała jak metalowy pomost. Wieczorami w pubach twarze były zaczerwienione nie tylko od dziennej porcji Guinnessa. Zapewne całe 3,5 miliona Irlandczyków cierpiało z powodu poparzeń słonecznych. Tak na marginesie słowo pub jest tylko skrótem od „poublic bar”, który wielu Irlandczyków traktuje jak drugi dom. Tu się nie tylko pije – to oczywiście też i to w niemałych ilościach – tu się przecież komunikuje, politykuje i prawie zawsze również muzykuje. Kto chce i potrafi dołączyć się do grania, jest zazwyczaj mile zapraszany. Piwo, które oliwi gardła radosnych śpiewaków, jest zresztą w pubie jedynie nieznacznie droższe niż na przykład w supermarkecie. Cotygodniowy targ w Leenane wydał nam się jak z albumu o Irlandii. „Typowo” irlandzkich obrazków do wyboru do koloru: obwoźni handlarze w wyświechtanych tweedowych marynarkach, którzy na cały regulator zachwalają swoje towary. Rudowłosa dziewczynka z piegami, która błogo drzemie w wózeczku. Każda liczba wygarbowanych przez pogodę twarzy, które na targu owiec przyciskają się do płotów. Tu się targuje. Po irlandzku oczywiście, co znaczy, że nie zrozumieliśmy ani słówka. Ale co zrobić? Bogate w gesty pertraktacje i tak wytwarzały więzy. A wszystko to na tle zaklętej zatoki i pradawnej wioski. Nie dziwi zatem, że Leenane grało główną rolę w irlandzkim szlagierze filmowym „The Field”, który został tu nakręcony w 1989 roku.

Meandry historii

W małej wiosce rybackiej Louisburgh w żadnym wypadku nie wolno pominąć Granuaile Interpretative Centre. Nie tylko z powodu flory i fauny szczególnego otoczenia. Można tu także usłyszeć wszelkiego rodzaju historie o kobiecie-piracie Grace O’Malley (1530-1603), której irlandzkie nazwisko brzmiało Granuaile. Ta zagadkowa osobistość utrudniała przez długi czas życie Anglikom. Przyjęła nawet tytuł hrabiny, który został jej osobiście ofiarowany przez królową Elżbietę, ponieważ i tak uważała się za królową Connaught, dzisiejszego Connemara. Jedziemy drogą R335, mamy widok na świętą górę Irlandii, wysoką na 760 m n.p.m. Croagh Patrick. Podobno w 440 roku święty Patryk pościł na jej szczycie 40 dni i nieustraszenie stawiał opór atakom diabłów. W końcu wezwał wszystkie węże Irlandii do siebie i rozkazał tym nielubianym gadom rzucić się w przepaść. Od tej pory w Irlandii nie ma węży.

Między emigracją a biedą

Wracając do wycieczki Peadara… Tym razem mieliśmy trochę mniej szczęścia z pogodą. Czarne, ołowiane chmury wisiały na niebie. Temperatura spadła gwałtownie. W mig zapachniało znajomo palonym torfem, którego kłęby otaczają całe County Mayo. Są nawet całe elektrownie zasilane wyłącznie torfem. Jeszcze rozgrywa się ten niebiesko-czarny spektakl barw. Jak nudne byłoby w porównaniu z tym ciągle niebieskie niebo. Te klimatyczne zmiany nadają Irlandii niezrównany urok. Peadar jest pierwszorzędnym przewodnikiem. Zna on nie tylko ścieżki wokół Castlebar, ma też w zanadrzu niejedną anegdotę z historii kraju. Między innymi wyjaśnia pochodzenie powszechnie stosowanego pojęcia „bojkot”. Opowieść o głodzie i nędzy, które Irlandię, będącą przez długi czas przytułkiem dla ubogich Europy, wciąż boleśnie dotykały. W roku 1880 żniwa rolników na północnym wschodzie Irlandii znów wypadły bardzo skąpo. Wobec tego poprosili oni właściciela okolicy, niejakiego Charlesa Cunninghama Boycotta, o odroczenie terminu płatności za dzierżawę. Brytyjczyk jednak pozostał bezwzględny i zagroził nawet wysiedleniem. Wtedy po raz pierwszy w historii wyspy wszyscy Irlandczycy zjednoczyli się. Nie płacono czynszu za dzierżawę, pola nie były uprawiane. Zwierzęta zostały pozostawione na pastwę losu, a żaden handlarz ani rzemieślnik nie kiwnął palcem, by zrobić coś dla Mr. Boykotta. W ciągu jednego sezonu został kompletnie zrujnowany. Narodziło się nowe pojęcie. Niejednokrotnie szansę na bojkot mieli mieszkańcy Silvemores na wyspie Achill podczas wielkiej klęski głodu w 1845. Zaraza zniszczyła całe plony ziemniaków. W Irlandii wybuchła największa klęska głodu, jaka nawiedziła kiedykolwiek Europę. W przeciągu krótkiego czasu zmarło milion Irlandczyków, kolejny milion wyemigrował.

W krainie poetów

Na wyspę Achill, największą wyspę Irlandii, kolarze mogą się łatwo dostać mostem. Trasy do Slievemore i na wysoką na 671 m Slievemore Mountain są bardzo łagodne. Przede wszystkim widok z lotu ptaka na ten klejnot wśród wysp jest wart każdego trudu. Dobrze wytyczona Atlantic Drive również oferuje na swym 40-kilometrowym odcinku fantastyczne widoki na zatokę i wspaniałe piaszczyste plaże. Bądź co bądź jest tu kilka plaż, które oznaczone są tak zwaną Blue Flag. To obowiązująca w całej Unii Europejskiej norma dla wyjątkowej czystości i pierwszorzędnej jakości wody. Ballycroy, Bangor, Belmullet, Ballycastle, Ballina – wzdłuż pełnego szczelin wybrzeża mijamy County Mayo i po kilku kilometrach osiągamy Silgo, dość żywe miasteczko. Rzuca się w oczy zwłaszcza mnogość dobrze wyselekcjonowanych sklepików z książkami i kawiarenek literackich. Osoby interesujące się literaturą irlandzką nie powinny zapomnieć o wizycie na grobie W. B. Yeatsa, trochę poza Drumcliff. Przede wszystkim napis na nagrobku owego noblisty ma coś w sobie: „Cast a cold eye on life, on death, Horseman pass by” (Jeźdźcu, rzuć chłodne spojrzenie na życie, na śmierć i przejedź obok).

Najbardziej strome wybrzeże Europy

Zwiedzanie wykopalisk w Carrowmore i Knocknarea również można dobrze połączyć z wycieczką rowerową. W Carrowmore znajduje się jeden z najważniejszych prehistorycznych cmentarzy w Europie. Sześćdziesiąt kamiennych kręgów i liczne magality znajdują się zaledwie 5 km na południe od Silgo. Stąd można pojechać w kierunku północno-zachodnim lub w stronę lotniska do Knocknarea. Wykopaliska, położone na górze, wysoko nad zatoką Sligo, mają rzekomo mieścić grób królowej Maeve. Rozrywkę o szczególnym charakterze oferuje Low-Tide Path w kierunku na Money Island. Nie ma ona nic wspólnego z noszącą tę samą nazwę wyspą w Nowym Jorku. Przy odpływie można na rowerze przejechać całą zatokę, aż do wyspy. Jazda „w środku morza” jest emocjonującym przeżyciem. Ale uwaga, następny przypływ pojawi się z pewnością. Rower zaś po słonej przejażdżce będzie musiał koniecznie przejść gruntowne czyszczenie. Ciągnie nas na północ. Mijamy potężną Benbulben (527 m n.p.m.). Porywisty wiatr przeciwny i gwałtowne opady sprawiają, że robimy się zmęczeni. Wykończeni osiągamy Donegal. Dopiero tam jednak rzucamy wyzwanie swoim łydkom. Chcemy zdobyć najbardziej strome wybrzeże Europy. Na 600-metrową skałę trzeba „wykręcić” wiele serpentyn. Wysoko nad huczącym morzem i wzdłuż całej Donegal Bay aż do zachodniej miejscowości Glencolumbkille czekają nas zapierające dech w piersiach odcinki. Z Teelin odpływają także łodzie do najbardziej stromych miejsc skały. Z chybocącej się łódki klify wyglądają z pewnością jeszcze bardziej dramatycznie.


Informacje

Charakter Północno-zachodnia część Irlandii nadaje się do wycieczek rowerowych dla osób z różną kondycją. Możliwości jest bez liku, a infrastruktura dla uprawiania tego sportu wzorowa. Przyjazd Kto chce się dostać na zachód, leci przez Dublin do Galway, Sligo, Knock lub Donegal. Samolot jest najwygodniejszym środkiem transportu na Zieloną Wyspę. Wjazd Irlandia należy do UE. Aby zatrzymać się tu na okres do 3 miesięcy wystarczy ważny dowód osobisty lub paszport. Czas podróży Najprzyjemniejszy okres na jazdę na rowerze to maj – wrzesień. W maju, czerwcu i wrześniu pada mniej niż w pełni sezonu. Informacja

  1. www.tourismireland.com
  2. www.mojairlandia.pl
  3. www.irlandia.pl

Oferty wycieczek

  1. Peadar Leonard, Mayo Leisure Cycling Club, Bike World, Newantrim St.,
  2. Castlebar, Co. Mayo, tel./faks 094 252 20, z wypożyczeniem rowerów.
  3. Celtic Trails, Suite 1, Lordello Lodge, Lordello Rd. Rthmichael, Co. Dublin, tel. 087 249 2589, faks 01 27 22 323, www.celtictrails.com
  4. Garys Cicles, Quai Street Silgo, tel. 071 454 18, faks 071 431 49, z wypożyczalnią rowerów.

Ekwipunek/części zamienne Osoby jadące z sakwami rowerowymi powinny zaopatrzyć się przede wszystkim w materiały wodoodporne. Kto nie może zabrać własnego roweru, ma sznsę wynająć sprzęt na miejscu. Mapy

  1. Ordnance Survey of Ireland, Discovery Series, 1:250 000, 1:50 000, części zachodnia i północna; cena: 9,5 euro. Bardzo przejrzyste, nie zawierają niestety danych w kilometrach.
  2. Irlandia i Irlandia Północna, 1:300 000, mapa samochodowa, Euro Cart, 2000; cena: 19,90 zł

Literatura Irlandia i Irlandia Północna, Margaret Greenwood, Geoff Wallis, Mark Connolly, Hildi Hawkins, Wydawnictwo Pascal, 2004; cena: 59,90 zł Restauracje

  1. Portfinn Lodge, Leenane, Co. Galway, tel. 095 422 65, www.anu.ie/portfinn, pierwszorzędne dania rybne;
  2. Lemongrass, Spanisch Arch, Galway, 091 568 010, www.lemongrass.ie, kuchnia azjatycka.

Propozycja noclegu

  1. Coopershill, Riverstown, Co. Sligo, tel. 071 651 08, faks 071 654 66, www.coopershill.com
  2. Dworek z czasów gregoriańskich w eleganckim stylu, znakomita kuchnia. Miejsce warte każdych pieniędzy.

top 3

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej

Filmy

Wybór redakcji

Czytaj więcej

Jeździj jak zawodowcy i zabezpiecz swój telefon na rowerze – uchwyt do telefonu na rower marki RokForm

Czytaj więcej
comments powered by Disqus

Informuj mnie o nowych artykułach