
Eurobike 2014 – odc. 2
Wszędzie te fatbajki... ale znaleźliśmy też kilka bardziej tradycyjnych (i użytecznych) rzeczy. Zapraszamy na pierwszą porcję nowości z targów Eurobike.

Wszędzie te fatbajki... ale znaleźliśmy też kilka bardziej tradycyjnych (i użytecznych) rzeczy. Zapraszamy na pierwszą porcję nowości z targów Eurobike.

Krótki spacer po alejkach Demo Daya i już wiemy, co zakręci branżę rowerową w nadchodzącym sezonie. Wszelkiej maści fatbiki – sztywne, z zawieszeniem, wspomagane elektrycznie – wieńczyły kolekcje wielu firm i pełno ich było na testowych trasach. Co jeszcze? Zobaczcie na zdjęciach.

Dziś nad Jeziorem Bodeńskim w Niemczech po raz kolejny rozpoczęły się targi Eurobike. No, w zasadzie rozpoczną się jutro, ale dziś ich najciekawsza część, czyli Demo Day.

Już na początku sezonu ambitni kolarze prezentują piękną opaleniznę. Co prawda jedynie na twarzy, przedramionach i podudziach, ale za to kontrast między odkrytymi i osłoniętymi miejscami świetnie obrazuje zmagania skóry z promieniami słońca.

Ktoś kiedyś powiedział, że trzeba pokaleczyć stopy, aby docenić buty. Przekładając te słowa na kolarski grunt, można napisać, że potrzeba kontuzji, aby docenić właściwie dobrane obuwie i prawidłowo ustawione bloki.

Aby w pełni cieszyć się jazdą na szosie, trzeba ją dobrze zrozumieć. Odpowiednia technika jest niezbędna na wyścigach, ale przydaje się podczas każdej grupowej przejażdżki. Jeśli chcecie szybko, efektywnie i bezpiecznie jeździć w grupie, spróbuję pomóc, tworząc cykl porad obejmujących najważniejsze elementy techniki jazdy. Nie obiecuję, że obędzie się bez kraks, szlifów czy guzów, ale być może w rezultacie będzie wam łatwiej wygrać wasze pierwsze „Gran Fondo”.

Ludzie siedzący przed telewizorem w niedzielne popołudnie zastanawiają się, jak to możliwe, że peleton jedzie ponad 60 km/h. Często muszę tłumaczyć teorię jego wielkiej siły, ale oczywiście nie wdaję się w szczegóły, bo czy cioci Jadzi przyda się wiedza na temat techniki napędzania grupy? Za to dla Was to niezbędnik. Żeby nie narobić sobie wstydu na wyścigu i rozkręcić grupę do kresu możliwości, musicie wiedzieć, jak jeździ się na wachlarzu podwójnym.

Zakładam, że ciepła polska zima pomogła wam pokonać kilkaset kilometrów na wietrze i już idealnie potraficie korzystać z czyjejś pomocy. Nie strzelacie „ryb” i powoli spoglądacie na kalendarz startów amatorów, bo kiedyś trzeba skorzystać z posiadanej wiedzy. Tak czy inaczej – nadal sporo pracy przed nami. Kilka artykułów trzeba jeszcze przeczytać, wiele kilometrów przejechać. Dziś napiszę o kolarskim „wachlarzu”.

Czasami irytuję się, gdy czytam relację z wyścigu i dowiaduję się, że niejaki Boasson Hagen wygrał sprint z peletonu. Finiszowało 46 kolarzy! Pytam się więc: gdzie się podziało 153 pozostałych zawodników?! Nie o definicje jednak dzisiaj nam chodzi, a o to, jak mamy się poruszać w takim wielkim tłoku, aby na mecie móc walczyć o wygraną.

To podstawowa sprawa – jak ułożyć się na rowerze? Jak mocno się pochylić, jak ułożyć dłonie, plecy, stopy? Wypracowanie dobrej sylwetki podczas jazdy wymaga sporo czasu, wysiłku i cierpliwości, ale w zamian dostajemy bezpieczeństwo, brak kontuzji i przyjemność z jazdy.

Po zimie stan pancerzy i linek najczęściej woła o pomstę do nieba. To świetny moment, by zadbać o jakość najmniej docenianego, a zarazem jednego z najważniejszych elementów w naszym rowerze.

Ta przypadłość nie jest śmiertelna. Nie wydaje się nawet, by w jakikolwiek istotny sposób wpływała na stan zdrowia. Mimo to tysiące sportowców przeklinają ją, gdy skutecznie uniemożliwia kontynuowanie wysiłku.



